tło
czwartek, 15 września 2011
Zaradnym być....
Wiele razy przeglądając różne blogi...strony z twórczością,robótkami itd.zastanawiałam się czym te kobiety zajmują się że maja czas na to wszystko.Moja pasja jest i jakby zawsze ze mną była...bo moja mama haftował,szydełkował itd.jako mała dziewczynka patrzyłam na nią i podziwiałam.Teraz sama jestem mamą...mam dom ogród,firmę i moje pasje na które nie mam czasu...Wiec albo zbyt dużo mam na głowie albo jakaś niezaradna jestem....Jak wy to robicie kobitki chodzicie do pracy,też macie domy czy mieszkania i dzieci...i macie na to wszystko czas..podziwiam i zazdroszczę zaradności....
piątek, 9 września 2011
Zaduma...
Metryczka powstaje nadal...są dni że rośnie w oczach i takie że jest nietknięta.Do niedzieli raczej do niej nie usiądę bo nasze stowarzyszenie w sobotę(jutro)organizuje piknik"Babie lato"Wiadomo..to lato należało do nas...bab z wioski i leci babie lato więc nazwa jak najbardziej na czasie.Dziś spotykamy się by gotować zupę chrzanową którą to osoby przybyłe na piknik będą mogły zakupić za symboliczną kwotę...naleweczka jest teraz zlewana,będzie doprawiona miodem i mam nadzieję że będzie na nią popyt.Obok zdjęcie zalanego spirytusem chrzanu..jak widać ma piękny złocisty kolor..a smakuje...jednym słowem trunek dla odważnych,najlepiej spożywać w ilościach aptekarskich.
wtorek, 30 sierpnia 2011
Powroty do codzienności
Już za drzwiami nowy rok szkolny i szkolny kierat.Jestem rodzicem 2 dzieci i mnie też on dotyczy.Ostatnie 2 tygodnie pełne były wrażeń i wydarzeń.Na świat przyszli moi bratankowie w związku z tym kilka dni euforii :).Miałam też weekendowych gości a co za tym idzie trochę z tym załogi więc nie było czasu na pisanie.wraz z naszym stowarzyszeniem szykowaliśmy stoisko pokazowe na gminne dożynki.Ja zaofiarowałam się że zrobię zdrowotną naleweczkę z chrzanu .Bo to własnie on był naszym motywem przewodnim.W naszej wiosce jest mnóstwo chrzanu rosnie dosłownie wszędzie z tąd ten pomysł jednej z pań.WYPALIŁ!!!!! Wszyscy zachwycali się naszym stoiskiem i naszymi specjałami...nalewką też.Zazdrość pań ze stoisk innych wiosek była tym większa że bardzo dużo ważnych osobistości przychodziło własnie do nas i zostawało na dłuzej lub wracali po kilka razy.Postawiłysmy sobie wysoko poprzeczkę tymbardziej że to był nasz debiut.Już myslimy o przyszłym roku ..czym by tu zaskoczyć.Ale my ostrze kobitki co nie chrzanią i raczej zdołamy własnym aspiracjom.Pózniej może wkleje jakies zdjecia ....z naszej imprezy debiutanckiej... a oto i nasze stoisko
czwartek, 11 sierpnia 2011
Niecodzienne znalezisko
Dzisiaj mój mąż robiąc porządki w naszym obejściu natknął się na coś niespodziewanego.Otóż w stercie starej słomy odnalazł gniazdo pani jeżycy.Znalezisko było na tyle niecodzienne że były w nim maleńkie jeżyki w ilości 6szt.Pierwszy raz w swoim życiu zobaczyłam tak małe jeże-zapewne z początku tego tygodnia.Niestety pani jeżyca musiała się przenieść ciut dalej ze swoją gromadką,gdyż w tym miejscu które ona sobie wybrała będzie stała maszyna i życie jej jak i maleństw byłoby zagrożone.Mam jedynie nadzieję że pomimo przenosin pozostanie z rodziną w okolicach naszej posesji
wtorek, 9 sierpnia 2011
Wytchnienie
Po zwariowanym ostatnio okresie(jakim jest czas żniw),postanowiłam dać sobie chwilę na wytchnienie.Jako że w mojej miejscowości organizowany był jednodniowy wypad do Lichenia postanowiłam i ja z niego skorzystać.Tak więc nie zważając na nic zapakowałam się o 7,00 do autokaru i ruszyliśmy.W domu zostawiłam zapracowanego męża i dzieciaki,jak wytchnienie to wytchnienie od nich też.Cały dzień spędziłam rozmyślając,modląc się i rozmawiając ze spotykanymi ludzmi i towarzyszami podróży.Naładowana energią wróciłam do domu i zaraz wciągnął mnie wir,kolejne dni spędzałam na pracy w ogrodzie i domu...i jedno i drugie ostatnio strasznie zapuszczone.Metryczka powoli się robi,moja spiżarnia zapełnia się smakołykami na zimę...ale o tym następnym razem.Powyżej zdjęcie tego pięknego miejsca
środa, 13 lipca 2011
Pozory mylą...
Anegdota z cyklu"nie szata zdobi człowieka".Ostatnio wiele się nasłuchałam o tym że mój tato to pijak.Większość z takich wniosków wysnuto na podstawie wyglądu i stanu jego wątroby.Dzisiaj spacerując sobie po trawniku i szukając grzybów,przypomniało mi się pewne zdarzenie którego byłam świadkiem.Osiem lat temu(pamiętam bo byłam w pierwszej ciąży)przy okazji wyjazdu do większego miasta nasi znajomi zabrali się by poszukać samochodu dla swojej rodziny.Mąż miał być tym który ewentualnie coś tam doradzi bo swego czasu wszelkie nowinki techniczne miał w małym paluszku.Odwiedziliśmy któryś z kolei salon samochodowy,nazwy nie wymienię by nie było reklamy.Napiszę tyle że były to samochody z hiszpańskim temperamentem....Oprócz nas i naszych znajomych w salonie było małżeństwo około 50.ich wygląd i sposób bycia można podłożyć pod piosenkę Elektrycznych Gitar"Jestem z miasta" w ich przypadku "jestem z ulicy" co widać słychać i czuć.Z wyglądy ludzie którzy lubią napoje wysoko % co było zresztą czuć....Ledwo przekroczyliśmy pró salonu podeszło do nas dwoje facetów którzy zaraz chcieli się nami zaopiekować.Powiedzieliśmy że my razem na co jeden z nich robiąc smutną minę odszedł.Do tamtego małżeństwa nikt nie podszedł ani się nie interesował.Pan"żul" poprosił odchodzącego pana o zademonstrowanie najdroższego modelu jaki był w salonie.Pan się zdziwił ale zaczął prezentować auto co według mojej oceny zrobił po łebkach na odczepne.Ale kupujący pytali i oto i tamto,wsiedli do auta na co pan sprzedający się krzywił(po wyjściu państwa z samochodu popsikał wnętrze odświeżaczem)..a oni chodzili oglądali.W końcu zażądali jazdy próbnej...na co pan sprzedawca stwierdził że jeżeli są zainteresowani kupnem to owszem ale nie sądzi by tak było a salon nie świadczy usług taksówkarskich.Małżeństwo poczuło się bardzo urażone i zażądało kierownika(kierownik był przed nimi właśnie).Wtedy pan stwierdził że stracił on konkretnego kupca,bo on chciał kupić zaraz płacąc gotówką,otworzył neseser a tam było pełno kasy(ten samochód w salonie był za ponad 80tyś zł)Pan kierownik zrobił się najpierw czerwony potem blady i zaczął państwa przepraszać.Oni tylko podziękowali i wyszli wsiedli do czekającej właśnie na nich jak się okazało taksówki i odjechali....ta scenka nauczyła mnie że człowieka można poznać dobrze dopiero po tym jak traktuje innego człowieka ..... to co widać nie mówi o nim nic...a na zdjęciach pierwsze grzyby z trawnika pod świerkami
wtorek, 12 lipca 2011
Nocne robótki
Ostatnio moje życie podzielone jest pomiędzy dwoma domami-rodzinnym i małżeńskim : ).Do domu rodzinnego jeżdżę kilka razy dziennie-na telefon i obowiązkowo robię rano zakupy a po południu jadę pomagać w opiece nad tatą.Wczoraj na półtorej godziny zawitałam też do mojego zarośniętego ogródka(pomiędzy deszczami).Dziś słonecznie i ciepło więc myślę że dam radę dłużej w nim popracować.Wieczorami i nocami(gdy nie mogę spać z natłoku myśli i zmartwień) gdy cały mój dom i okolica pogrążeni są we śnie...ja przy radiu -w którym nocą lecą najlepsze kawałki -robótkuję......Pracuję oczywiście nad metryczką dla moich bratanków...bratowa od tygodnia już w szpitalu na podtrzymaniu(mam nadzieję że zdążę do czasu aż będą chrzciny).Brakuje mi 3 kolory mulin-już zamówione czekam na dostawę.


Kilka dni temu ku zaskoczeniu całej rodziny zakwitł niespodziewanie kwiat.Ostatnimy czasy moja dbałość o kwiaty ogranicza się jedynie do podlania,jakie więc zaskoczenie dla mnie był ten cudowny -znajomy zapach jaki rozlewał się w pokoju kiedy tylko się tam weszło.Zlokalizowanie tego zapachu w mojej głowie trwało 1 dzień aż nagle mnie olśniło-HOJA..tak pachnie kwiat hoji.Szybo pobiegłam do pokoju by poszukać kwiat-jest jeden mały koszyczek ale wieczorami pachnie aż zatyka dech w piersiach.Sukces odniosłam po 10 latach uprawy
Subskrybuj:
Posty (Atom)







