tło
wtorek, 28 czerwca 2011
Co dalej......
Wczoraj przeprowadzono operację......nie do końca się udała bo wycięto tylko częściowo to co zamierzano wyciąć.....więc udała się ale.....lekrz stwierdził że do reszty nie miał dobrego dojścia...może mówił prawdę a moze stwierdził że juz nie ma co bo zbyt mocno rak zniszczył wątrobę...nie wiem co mysleć....rokowania nie są pomyslę może pół roku moze rok...a może za kilka dni.....moja mama wczoraj była na chemi(miała być ostatnia) a jeszce 5 dołozyli....staram się trzymać fason...ale w środku...
sobota, 25 czerwca 2011
Witajcie ...powróciłam
Powróciłam po długiej nieobecności.Moją absencja spowodowana była kłopotami rodzinnymi.Niestety kłopoty są nadal .....Zachorowali moi rodzice...najpierw okazało się że mama ma guz na piersi =rak....i miała w lutym operację ......potem okazało się ze z tatą jest coś nie tak dostał silnych bóli brzucha i zaczął robić się żółty...brat zawióżł go do naszego szpitala...karetką przewieżli do wojewódzkiego...oni odesłali do zakażnego...w końcu trafił do specjalistycznego(na wątrobowców).....wszędzie diagnoza jedna-marskość wątroby z powodu nadużywania alkoholu...tyle że on nigdy nie był alkoholikiem a naszym kochanym lekarzom nie chiało się zgłębiać dlaczego wątroba zniszczona pomimo że i on i jego rodzina(czyli my wszyscy) zarzekała się ze nie było nigdy nadużywania alkoholu....w końcu różnymi ścieżkami przychylności co niektórych lekarzy w kolejnych szpitalach robiono kolejne badania.W sumie w ciągu półtora miesiąca zaliczył 7 szpitali....ale mamy diagnozę-guz wątroby...ukryty gdzieś w środku tak iż zwykłe USG go nie wykazywało,jednak na tyle duży że zagraża życiu i trzeba szybko operować bo postępuje szybko zniszczenie wątroby....Kolejny problem to znalezienie odważnego który to zoperuje bo zabieg dużego ryzyka i skomplikowany.....podjął się tego jeden szpital( i lekarz )z trzech( w Polsce) jakie w tym się specjalizują...operacja będzie w poniedziałek......Wszystkie odwiedzające mego bloga proszę o modlitwę w intencji pomyślnej operacji.....Wkrótce napisze co dalej.....
poniedziałek, 7 lutego 2011
Urodzinowe zaproszenie
Dziś urodziny właścicielki tego bloga tu...często odwiedzanego przeze mnie...Z okazji swoich okrągłych urodzin ogłasza candy....losowanie w dniu urodzin jej męża Poniżej bukiet róż-prezent urodzinowy
Zapomniane krzyżyki
Uwielbiałam kiedyś haftować..zwłaszcza krzyżykami.Ale wiadomo gdy dzieci są małe brak czasu na wszystko zwłaszcza na swoje pasje.Może inne kobitki są bardziej zaradne niż ja i potrafią wtedy wygospodarować czas dla siebie.Ja miałam jeszcze na głowie babcie(miała 86 lat)-niestety odeszła parę dni temu.Jak wiecie dzieci już mam większe i powoli mam coraz więcej czasu dla siebie.Moim postanowieniem noworocznym było wskrzeszenie pasji krzyżyków .Miłość pod serduchem jest tylko kanwy brak.W miasteczku nieopodal w jedynym sklepie pasmanteryjnym jest kanwa ale pocięta na kawałki 50x50 i 20x45..koszmar a mnie się marzy by wyhaftować obrus.W najbliższych dniach pojadę dalej do dużego miasta i tam poszukam kawał porządnej kanwy.Przedstawiam wam moje ostatnie dzieło krzyżykowe..przypomniałam sobie o nim ostatnio gdy wymieniałam serwetę na ławie..
niedziela, 6 lutego 2011
Zapraszam....
Buszując w necie po ciekawych blogach znalazłam zaproszenie do zabawy u ReniTUTAJa wygrać można takie szydełkowe cudeńko...
Szydełkowe początki
Dziś pochwalę się jajkami szydełkowymi.To również mój pierwszy raz jeśli chodzi o jajka bo szydełkiem operuję już lat kilkanaście.W internecie znalazłam wiele wzorów....ale kupiłam też gazetę z wzorkami miedzy innymi jest w niej dużo wzorków typowo wielkanocnych.Oto pierwsze dzieła wykrochmalone w preparacie "ługa"-czytałam że najlepszy do tego typu robótek-PRAWDA!!!!Niektóre wychodzą bardzo jajowate...inne mniej, zależy to niestety od tego w jaki sposób nadmucha się balon...Powstanie ich na pewno więcej..ale ostatnie kilka dni co innego zaprzątało mi głowę i nie miałam czasu przysiąść by coś zrobić.
wtorek, 1 lutego 2011
Wielkanoc się zbliża....

Wiem wiem jeszcze do niej daleko..lecz ja już zaczęłam przygotowania...bo ciężko mi się z wszystkim będzie wyrobić.Zaczęłam od zakupienia gazetek ze wzorami szydełkowych koszulek na jajka.Pierwsze już zrobione ale pokarzę kiedyś tam.Zawsze podziwiałam ozdoby robione metodą karczochową.Zachwycałam się zawsze i mimo iz wydawało mi się to proste nigdy nie próbowałam tego.Kiedyś już kupiłam jajka styropianowe a wczoraj pudełko szpilek(zbyt długich wyszło w praniu)i wstążeczki.Powstaną 3 jajka 2 dla moich dzieci jedno dla bratanicy.Na zdjęciach obok moje pierwsze karczochowe cudo-trochę koślawe i krzywe...no ale to pierwsze więc czuję się usprawiedliwiona.A u mnie ciągle chora...dzisiaj byłam po nowy antybiotyk...bo poprzedni mało że nie zadziałał jak należy to nabawiłam się roztroju żołądka....oby do wiosny...
Subskrybuj:
Posty (Atom)




