Dzisiaj mój mąż robiąc porządki w naszym obejściu natknął się na coś niespodziewanego.Otóż w stercie starej słomy odnalazł gniazdo pani jeżycy.Znalezisko było na tyle niecodzienne że były w nim maleńkie jeżyki w ilości 6szt.Pierwszy raz w swoim życiu zobaczyłam tak małe jeże-zapewne z początku tego tygodnia.Niestety pani jeżyca musiała się przenieść ciut dalej ze swoją gromadką,gdyż w tym miejscu które ona sobie wybrała będzie stała maszyna i życie jej jak i maleństw byłoby zagrożone.Mam jedynie nadzieję że pomimo przenosin pozostanie z rodziną w okolicach naszej posesji
tło
czwartek, 11 sierpnia 2011
wtorek, 9 sierpnia 2011
Wytchnienie
Po zwariowanym ostatnio okresie(jakim jest czas żniw),postanowiłam dać sobie chwilę na wytchnienie.Jako że w mojej miejscowości organizowany był jednodniowy wypad do Lichenia postanowiłam i ja z niego skorzystać.Tak więc nie zważając na nic zapakowałam się o 7,00 do autokaru i ruszyliśmy.W domu zostawiłam zapracowanego męża i dzieciaki,jak wytchnienie to wytchnienie od nich też.Cały dzień spędziłam rozmyślając,modląc się i rozmawiając ze spotykanymi ludzmi i towarzyszami podróży.Naładowana energią wróciłam do domu i zaraz wciągnął mnie wir,kolejne dni spędzałam na pracy w ogrodzie i domu...i jedno i drugie ostatnio strasznie zapuszczone.Metryczka powoli się robi,moja spiżarnia zapełnia się smakołykami na zimę...ale o tym następnym razem.Powyżej zdjęcie tego pięknego miejsca
środa, 13 lipca 2011
Pozory mylą...
Anegdota z cyklu"nie szata zdobi człowieka".Ostatnio wiele się nasłuchałam o tym że mój tato to pijak.Większość z takich wniosków wysnuto na podstawie wyglądu i stanu jego wątroby.Dzisiaj spacerując sobie po trawniku i szukając grzybów,przypomniało mi się pewne zdarzenie którego byłam świadkiem.Osiem lat temu(pamiętam bo byłam w pierwszej ciąży)przy okazji wyjazdu do większego miasta nasi znajomi zabrali się by poszukać samochodu dla swojej rodziny.Mąż miał być tym który ewentualnie coś tam doradzi bo swego czasu wszelkie nowinki techniczne miał w małym paluszku.Odwiedziliśmy któryś z kolei salon samochodowy,nazwy nie wymienię by nie było reklamy.Napiszę tyle że były to samochody z hiszpańskim temperamentem....Oprócz nas i naszych znajomych w salonie było małżeństwo około 50.ich wygląd i sposób bycia można podłożyć pod piosenkę Elektrycznych Gitar"Jestem z miasta" w ich przypadku "jestem z ulicy" co widać słychać i czuć.Z wyglądy ludzie którzy lubią napoje wysoko % co było zresztą czuć....Ledwo przekroczyliśmy pró salonu podeszło do nas dwoje facetów którzy zaraz chcieli się nami zaopiekować.Powiedzieliśmy że my razem na co jeden z nich robiąc smutną minę odszedł.Do tamtego małżeństwa nikt nie podszedł ani się nie interesował.Pan"żul" poprosił odchodzącego pana o zademonstrowanie najdroższego modelu jaki był w salonie.Pan się zdziwił ale zaczął prezentować auto co według mojej oceny zrobił po łebkach na odczepne.Ale kupujący pytali i oto i tamto,wsiedli do auta na co pan sprzedający się krzywił(po wyjściu państwa z samochodu popsikał wnętrze odświeżaczem)..a oni chodzili oglądali.W końcu zażądali jazdy próbnej...na co pan sprzedawca stwierdził że jeżeli są zainteresowani kupnem to owszem ale nie sądzi by tak było a salon nie świadczy usług taksówkarskich.Małżeństwo poczuło się bardzo urażone i zażądało kierownika(kierownik był przed nimi właśnie).Wtedy pan stwierdził że stracił on konkretnego kupca,bo on chciał kupić zaraz płacąc gotówką,otworzył neseser a tam było pełno kasy(ten samochód w salonie był za ponad 80tyś zł)Pan kierownik zrobił się najpierw czerwony potem blady i zaczął państwa przepraszać.Oni tylko podziękowali i wyszli wsiedli do czekającej właśnie na nich jak się okazało taksówki i odjechali....ta scenka nauczyła mnie że człowieka można poznać dobrze dopiero po tym jak traktuje innego człowieka ..... to co widać nie mówi o nim nic...a na zdjęciach pierwsze grzyby z trawnika pod świerkami
wtorek, 12 lipca 2011
Nocne robótki
Ostatnio moje życie podzielone jest pomiędzy dwoma domami-rodzinnym i małżeńskim : ).Do domu rodzinnego jeżdżę kilka razy dziennie-na telefon i obowiązkowo robię rano zakupy a po południu jadę pomagać w opiece nad tatą.Wczoraj na półtorej godziny zawitałam też do mojego zarośniętego ogródka(pomiędzy deszczami).Dziś słonecznie i ciepło więc myślę że dam radę dłużej w nim popracować.Wieczorami i nocami(gdy nie mogę spać z natłoku myśli i zmartwień) gdy cały mój dom i okolica pogrążeni są we śnie...ja przy radiu -w którym nocą lecą najlepsze kawałki -robótkuję......Pracuję oczywiście nad metryczką dla moich bratanków...bratowa od tygodnia już w szpitalu na podtrzymaniu(mam nadzieję że zdążę do czasu aż będą chrzciny).Brakuje mi 3 kolory mulin-już zamówione czekam na dostawę.


Kilka dni temu ku zaskoczeniu całej rodziny zakwitł niespodziewanie kwiat.Ostatnimy czasy moja dbałość o kwiaty ogranicza się jedynie do podlania,jakie więc zaskoczenie dla mnie był ten cudowny -znajomy zapach jaki rozlewał się w pokoju kiedy tylko się tam weszło.Zlokalizowanie tego zapachu w mojej głowie trwało 1 dzień aż nagle mnie olśniło-HOJA..tak pachnie kwiat hoji.Szybo pobiegłam do pokoju by poszukać kwiat-jest jeden mały koszyczek ale wieczorami pachnie aż zatyka dech w piersiach.Sukces odniosłam po 10 latach uprawyśroda, 6 lipca 2011
Pracuję nad metryczką...
Od wczoraj moja bratowa znajduje się w szpitalu...do końca wyznaczonej ciąży jeszcze 2 miesiące ale jest już tak żle że ją położyli.Jako że to ciąża blizniacza a w bliskich szpitalach brak 2 inkubatorów wysłali do wojewódzkiego.Może to i lepiej bp mają dobre opinie nad opieką takich własnie ciąż.Gorzej z moim bratem bo oprócz zajmowania się pociechą która została w domu i codziennymi obowiązkami jest jeszcze mama która nie wszystko może i tata w szpitalu.Tak więc by go odciążyć to ja dziś jadę do szpitala..Na okoliczność narodzin dzieciaków od jakiegoś tygodnia dziergam metryczkę.Głównie nocami bo wtedy mam czas...ale od niedzieli brak czasu nawet w nocy więc nie dziergam póki co...a tyle zrobiłam
wtorek, 28 czerwca 2011
Co dalej......
Wczoraj przeprowadzono operację......nie do końca się udała bo wycięto tylko częściowo to co zamierzano wyciąć.....więc udała się ale.....lekrz stwierdził że do reszty nie miał dobrego dojścia...może mówił prawdę a moze stwierdził że juz nie ma co bo zbyt mocno rak zniszczył wątrobę...nie wiem co mysleć....rokowania nie są pomyslę może pół roku moze rok...a może za kilka dni.....moja mama wczoraj była na chemi(miała być ostatnia) a jeszce 5 dołozyli....staram się trzymać fason...ale w środku...
sobota, 25 czerwca 2011
Witajcie ...powróciłam
Powróciłam po długiej nieobecności.Moją absencja spowodowana była kłopotami rodzinnymi.Niestety kłopoty są nadal .....Zachorowali moi rodzice...najpierw okazało się że mama ma guz na piersi =rak....i miała w lutym operację ......potem okazało się ze z tatą jest coś nie tak dostał silnych bóli brzucha i zaczął robić się żółty...brat zawióżł go do naszego szpitala...karetką przewieżli do wojewódzkiego...oni odesłali do zakażnego...w końcu trafił do specjalistycznego(na wątrobowców).....wszędzie diagnoza jedna-marskość wątroby z powodu nadużywania alkoholu...tyle że on nigdy nie był alkoholikiem a naszym kochanym lekarzom nie chiało się zgłębiać dlaczego wątroba zniszczona pomimo że i on i jego rodzina(czyli my wszyscy) zarzekała się ze nie było nigdy nadużywania alkoholu....w końcu różnymi ścieżkami przychylności co niektórych lekarzy w kolejnych szpitalach robiono kolejne badania.W sumie w ciągu półtora miesiąca zaliczył 7 szpitali....ale mamy diagnozę-guz wątroby...ukryty gdzieś w środku tak iż zwykłe USG go nie wykazywało,jednak na tyle duży że zagraża życiu i trzeba szybko operować bo postępuje szybko zniszczenie wątroby....Kolejny problem to znalezienie odważnego który to zoperuje bo zabieg dużego ryzyka i skomplikowany.....podjął się tego jeden szpital( i lekarz )z trzech( w Polsce) jakie w tym się specjalizują...operacja będzie w poniedziałek......Wszystkie odwiedzające mego bloga proszę o modlitwę w intencji pomyślnej operacji.....Wkrótce napisze co dalej.....
Subskrybuj:
Posty (Atom)










